Aktualności Forum Graffiti Publicystyka Teleport
  • Wkręceni w piksele. Recenzja albumu "The Masters of Pixel Art"

16.09.2016 18:09, autor: Slayer
odsłon: 763, wersja PDF

W ostatnich latach demoscena przestała być postrzegana tylko i wyłącznie jako hermetyczna i undergroundowa subkultura pokroju klubu hodowców ślimaka jadalnego. Jej dorobek zaczął intrygować także i ludzi spoza środowiska., najczęściej tych związanych z kulturą i sztuką. Mieliśmy już o niej i film dokumentalny („Moleman 2 - Demoscena: Sztuka algorytmów”), i audycje radiowe. Odbywały się wykłady na uczelniach, pisano artykuły, książki i opracowania - żeby wspomnieć tu chociażby 47 numer magazynu o kulturze współczesnej Ha!art, który to w całości został poświęcony scenie. The Masters of Pixel Art Prace grafików, wywodzących się z demosceny, coraz częściej zobaczyć można też w galeriach. W chwili, gdy piszę te słowa, w warszawskim Pałacu Kultury i Nauki dobiega właśnie końca, trwająca prawie miesiąc, wystawa „Demoscena: Digital Art”, połączona z serią branżowych wykładów.

„Masters of Pixel Art” to kolejne, ciekawe wydawnictwo dokumentujące, tym razem graficzne, oblicze demosceny. Klas Benjaminsson, znany bardziej jako Prowler, to jeden z najznakomitszych - wciąż aktywnych – demoscenowych pixel artystów. To właśnie on, we wrześniu zeszłego roku, spacerując ulicami Norrköping, wpadł na pomysł stworzenia ekskluzywnego albumu z najlepszym światowym pixel artem. Proces powstawania książki śledziłem niemal od początku, kiedy to Prowler zapytał mnie, czy nie miałbym ochoty na wzięcie udziału w projekcie. Zbiórka funduszy za pośrednictwem Kickstartera przebiegła na tyle sprawnie, że pomysłodawcom udało się zgromadzić więcej środków, niż było to pierwotnie zakładane (pozwoliło to finalnie na zwiększenie ilości stron i dodanie różnych kolekcjonerskich bonusów). Prace posuwały się zgodnie z harmonogramem (co wcale nie jest takie oczywiste w przypadku projektów finansowanych w ten sposób), w lutym 2015 książka została oddana do druku, a podczas wielkanocnego Revision wydawnictwo można było już nabyć.

Album może się podobać już od „pierwszego wejrzenia”. Jest duży (24 x 30,5 cm) i ciężki, a jego okładkę zdobi estetyczne wytłoczony tytuł. Wydruki, zrealizowane na wysokiej jakości papierze kredowym, są ostre, wyraźne i dobrze odwzorowane kolorystycznie. Układ kompozycyjny stron jest przejrzysty i minimalistyczny, co świetnie współgra z soczystym pixel artem. Już samo jego kartkowanie sprawia przyjemność. Przyznam, że nie raz widziałem albumy szacownych galerii czy znanych malarzy, które prezentowały się znacznie mniej okazale. Za wykonanie techniczne „Masters...” - chapeau bas!The Masters of Pixel Art

A jak wygląda zawartość? Przeglądając „Masters...” ciężko uniknąć porównań do wydanego w 2006 roku albumu „Freax - The Art Album”. Faktycznie, obie te książki na pierwszy rzut oka mogą wydawać się podobne, różni je jednak sporo. „Freax” starał się ukazać scenowy dorobek przekrojowo. Była tam mnogość platform (od ZX Spectrum po PC) i mnogość technik (nie tylko pixel art, ale i digital paiting, grafika 3d, ascii/ansi art, a nawet tradycyjny rysunek). Autorzy postawili na ilość, szczelnie wypełniając kolejne strony scenową twórczością, rezygnując właściwie z jakiegokolwiek komentarza o samych pracach i ich twórcach. „Masters of Pixel Art” wyszedł z zupełnie innego założenia. Tutaj główną rolę odgrywa jakość, nie ilość. Klas postanowił wyselekcjonować tylko 50 - według niego - najlepszych pixel artystów z całego globu, a następnie pokazać tylko kilka (naście) najciekawszych prac każdego z nich. W tym celu skontaktował się z każdym przedstawionym w albumie grafikiem (pomimo starań, nie udało mu się dotrzeć jedynie do trójki z nich) i poprosił o komentarze dotyczące wybranych prac oraz różnego rodzaju ciekawostki dotyczące samych twórców, ich początków, inspiracji i przemyśleń o sztuce. Ten wysiłek opłacił się z nawiązką. Na bazie pozyskanych informacji powstała niezmiernie ciekawa kompilacja. Z jednej strony mamy więc bardzo starannie wyselekcjonowany i opisany pilkselartowy materiał (nazwa, tryb graficzny, data, informacje gdzie praca była po raz pierwszy pokazana lub użyta) wydrukowany z rozmachem (czasem jedna grafika potrafi w albumie zając 2/3 powierzchni strony, dzięki czemu bardzo dokładnie widać każdy jeden piksel). Z drugiej strony mamy tu całkiem sporo opowieści z pierwszej ręki. Komentarze, wspomnienia, szczegółowe opisy kwestii technicznych związanych z procesem tworzenia oraz ciekawe historie tworzące tło tych wydarzeń. To właśnie te ostatnie podnoszą bardzo, moim zdaniem, atrakcyjność albumu. Ot, chociażby opowieść, przytoczona przez niemieckiego grafika Fade One’a, który pewnego dnia jako niespełna 18 - letni młokos otrzymuje tajemniczy list pocztą (tak, tak, to jeszcze czasy grubo przed „wynalezieniem” Internetu). Okazało się, że wiadomość pochodzi od elitarnej Sega Technical Institute z USA, która oferuje mu pracę od zaraz za - bagatela - 35 tysięcy dolarów (+ dodatki). O Zieloną Kartę też nie miał się martwić. Albo ta wzmianka Jaco z Finlandii o podróży na duńskie South Sealand Party 1994. Na imprezę mieli kawał drogi. Jechali pociągiem przez Szwecję i z racji skomplikowanych połączeń dotarli na miejsce dzień wcześniej. Zmęczeni podróżą, nie mając gdzie się podziać, postanowili zdrzemnąć się na pobliskim placu, należącym do przedszkola, w małym domku zabaw dla dzieci. Miny zaskoczonych dzieciaków, które pojawiły się w przedszkolu następnego dnia rano i odnalazły ich śpiących w domku, były bezcenne. A takich smaczków jest tu znacznie więcej. The Masters of Pixel Art

„Masters of Pixel Art” to fascynująca podróż do krainy pikseli. W przeciwieństwie do wspomnianego wyżej wydawnictwa „Freax”, gdzie warunkiem koniecznym doboru autorów była ich działalność demoscenowa, tutaj nadrzędny jest po prostu pixel art. I to – warto podkreślić – nie pixel art użytkowy (czyli nie ten pochodzący z gier komercyjnych), a ten artystyczny. Oczywiście większość przedstawionych tu grafików wywodzi się lub wciąż działa na scenie, ale nie wszyscy. Książka zbudowana jest w ciekawy sposób. Twórcy poukładani są w niej według krajów z których pochodzą. Oprócz oczywistych „kopalni piksel talentów” takich jak Francja, Niemcy czy kraje skandynawskie, na graficznej mapie „Masters...” swoje miejsce zaznaczyli też, między innymi, twórcy z Indonezji, Rosji, Turcji czy Serbii. Warty odnotowania jest również i akcent polski. Na prawie 20 stronach dumnie reprezentują nas Lazur, Darklight, Jok, Rork oraz niżej podpisany. Prowler wspominał mi, że czasem otrzymywał pytania, dlaczego w albumie nie znalazł się grafik X lub Y. Przyjęty przez niego filtr wydaje się jednak sensowny. Przede wszystkim grafiki musiały być ręcznie pikselowane, po drugie nie mogły być ewidentnymi kopiami, a po trzecie nie mogły pokazywać zbyt mocno roznegliżowanych niewiast tudzież umięśnionych młodzieńców z dużymi... toporami. Dwa pierwsze punkty nie wymagają chyba komentrza, Natomiast złamanie punktu trzeciego mogło skutkować problemami na samym Kickstarterze i koniecznością przeniesienia projektu do działu „dla dorosłych”. W praktyce jednak, punkty 2 i 3 najczęściej szły w parze, o czym dobrze wie Boris Vallejo, który chyba najczęściej padał ofiarą „pikselartowych okaleczeń” swoich dzieł. „Masters...” zawiera prace powstałe na platformach 16 – 32 bitowych. Najwięcej jest, rzecz jasna, tych amigowych, ale nie brakuje również rysunków z Atari, a nawet z PC (tak tak, na grzyba również był Deluxe Paint). Jak zdrardził mi autor, niewykluczone, że za jakiś czas powstanie tom drugi wydawnictwa, poświęcony tym razem sprzętom 8 – bitowym (głównie C64, ZX Spectrum i Amstrad). The Masters of Pixel Art

Przekrój prac jest spory, najstarsze pochodzą z końcówki lat osiemdziesiątych, najnowsze z 2015 roku. Ćwierć wieku ewolucji pixel artu ujęte na 216 stronach. Uważny czytelnik bez problemu dostrzeże w grafikach odbicia różnych trendów i kierunków w projektowaniu w zależności od dat ich powstania. W wielu historiach, opowiedzianych przez artystów na kartach „Masters…” dostrzec można ogromną pasję, często trwająca do dziś. Pikselowane początki były dla niektórych początkiem drogi na szczyty graficznego biznesu. Na przykład otwierający album Austriak J.O.E. pracuje dziś w przemyśle filmowym, odpowiadając za efekty specjalne do takich filmów jak Apollo 13, Piąty Element, Titanic, Władca pierścieni, Avatar i wiele innych.

Gdybym musiał koniecznie się do czegoś doczepić, mógłby to być brak spisu treści - w albumie nie podano numerów stron, na której znajdują się poszczególni graficy. Trzeba ich szukać według krajów. Można było też dodać na końcu jakiś krótki skorowidz z ważniejszymi hasłami występującymi w tekstach. Sporo jest w nich bowiem wzajemnych powiązań i referencji do produkcji. Ale to wszystko to typowe drobnostki.

„Masters...” kupić można bezpośrednio od Prowlera przez sklep internetowy dostępny pod adresem: www.nicepixel.se. Co prawda, w chwili, gdy piszę te słowa, nie jest on jeszcze w pełni funkcjonalny, ale w momencie ukazania się mojego tekstu drukiem, powinien już działać. Dodatkowe informacje znaleźć też można na dedykowanej stronie: www.themastersofpixelart.com (tam również jest możliwość złożenia zamówienia). Cena albumu wynosi 350 SEK (koron szwedzkich), czyli mniej więcej 160 złotych + koszty wysyłki. Jako, że nie wiadomo czy będzie planowany dodruk, nie warto ociągać się z zakupem. Pełna rekomendacja.

Zdjęcia: Prowler + Slayer

Podziękowania dla Joka za osobiste dostarczenie mi albumu na czas.

Aktualnie trwa już zbiórka funduszy na wspomniany tom drugi albumu:
https://www.kickstarter.com/projects/nicepixel/the-masters-of-pixel-art-volume-2

Artykuł ukazał się pierwotnie w drugim numerze magazynu Retrokomp.

The Masters of Pixel Art The Masters of Pixel Art The Masters of Pixel Art

Na stronie SCENA.PPA.pl, podobnie jak na wielu innych stronach internetowych, wykorzystywane są tzw. cookies (ciasteczka). Służą ona m.in. do tego, aby zalogować się na swoje konto, czy brać udział w ankietach. Ze względu na nowe regulacje prawne jesteśmy zobowiązani do poinformowania Cię o tym w wyraźniejszy niż dotychczas sposób. Dalsze korzystanie z naszej strony bez zmiany ustawień przeglądarki internetowej będzie oznaczać, że zgadzasz się na ich wykorzystywanie.
OK, rozumiem